A mogło być inaczej…
Titanic – jedno krótkie słowo, a wzbudza w ludziach całą paletę emocji. Począwszy od zdumienia, podziwu poprzez fascynację połączoną z przerażeniem i skończywszy na gniewie. Ta historia, która wydarzyła się 111 lat temu na środku Oceanu Atlantyckiego, mogła mieć całkiem inne zakończenie.
Titanic był jednym z trzech ogromnych liniowców, tuż obok jednostki „Olympic” oraz „Gigantic” (któremu po katastrofie zmieniono nazwę na „Britannic”. Był dzieckiem brytyjskiego towarzystwa okrętowego White Star Line. Szybki, ogromny, mieszczący dużą liczbę pasażerów, nowoczesny, a przede wszystkim - luksusowy. Miał być symbolem niezawodności, bezpieczeństwa i wygód, których jeszcze nie było.
Katastrofa Titanica doprowadziła do nowelizacji przepisów prawa morskiego. Statek posiadał 20 szalup mogących pomieścić ponad 1100 osób, czyli zaledwie połowę załogi. W tamtym momencie było to zgodne z przepisami. Obecnie ustawa o wyposażeniu statków w środki ratunkowe mówi o tym, że ilość miejsc w łodziach musi w 100% pokrywać się z liczbą pasażerów na statku. O problemie niewystarczającej ilości szalup na Titanicu mówi jeden z projektantów statku, Alexander Carlisle: Poświęciliśmy dwie godziny na dyskusję o dywanach w kabinach pierwszej klasy i 15 minut na problem szalup ratunkowych.
Inną kwestią było przeszkolenie załogi z zasad ewakuacji pasażerów oraz na temat pojemności łodzi ratunkowych. To przyczyniło się do wypływania niepełnych szalup, które mogły uratować więcej osób. Załoga otrzymywała zgłoszenia o górach lodowych znajdujących się na oceanie, jednakże ostrzeżenia te zostały zbagatelizowane.
Na niepowodzenie misji, jak widać, złożyło się wiele czynników.