Zapożyczenia w języku polskim używane są codziennie. Stosują je dorośli, dzieci, uczniowie w szkole, ich rodzice w pracy, ludzie na zakupach i w innych życiowych kontekstach. Zapożyczenia na tyle zagościły w naszym języku, że nie zwracamy na nie uwagi, ba – czasem nawet nie wiemy, że ich używamy. Ale czym są te zapożyczenia, skąd się wzięły i czy są zagrożeniem dla naszego ojczystego języka? Sprawdźmy.
Z czym mamy do czynienia?
Stosowane na co dzień zapożyczenia w języku polskim to wyrazy obce, pochodzące z innego języka słowa, które na stałe weszły do użycia w naszym języku. Język sam w sobie jest nie jest stałym tworem, a ciągle ewoluuje. Nasz język za kilkanaście lat znów w pewnym stopniu się zmieni – wiemy o tym chociażby z kart historii. Zapożyczenia nie zagrażają ojczystej mowie, a wręcz ją wzbogacają, stanowią jej dopełnienie i ulepszają sam język jako narzędzie komunikacji. Jednak, tak jak w każdej sytuacji, nie można z tym przesadzać. Na przykład, nadmierne stosowanie angielskich słów w trakcie rozmowy, nie ma z zapożyczeniami za wiele wspólnego.
Może jednak wystąpić jeszcze pewien problem, związany z ich zrozumieniem, szczególnie u osób starszych. Ciężko w takiej sytuacji poprawnie odczytać przekazywany komunikat. Wspomniane angielskie zapożyczenia nie są jedynymi w języku polskim. Do ojczystej mowy przeniknęły między innymi także zapożyczenia niemieckie, francuskie, łacińskie, a nawet czeskie. Angielskie kojarzą się nam zapewne najbardziej, gdyż z pewnością jest ich najwięcej i sukcesywnie „dostarczane” są nam nowe.